Anthony Egwuatu

ginekolog

NEUTRALNY

Popraw dane

O lekarzu

Jesteś tym lekarzem? Przejmij kontrolę nad profilem!

Gdzie przyjmuje

Zamknij

Statystyka opinii (4)

BARDZO DOBRY
0% 0 ocen (0%)
DOBRY
0% 0 ocen (0%)
NEUTRALNY
0% 0 ocen (0%)
SŁABY
25% 1 ocena (25%)
BARDZO SŁABY
75% 3 oceny (75%)
42.75

OPINIE O LEKARZU

DODAJ OPINIĘ

4 opinie

Twoja ocena: Bardzo słaba Słaba Neutralna Dobra Bardzo dobra

  • Uzasadnij swoją ocenę zgodnie z regulaminem. Adresy IP osób dodających opinie są logowane.

Odpowiadasz jako: Gość

  1. Ana Ana (Gość)

    Ocena: Słaba Słaba

    Lekarz arogancki i nieprzyjemny. Wysłuchawszy listy moich objawów część zignorował, część przekręcił i trochę dodał od siebie - juz nic więcej, szczególnie prób sprostowania, nie wysłuchiwał, bowiem zajął się mówieniem, również komentowaniem mojego wieku, zawodu i potencjalnych kompetencji rodzicielskich. Niestety nie zajął się mówieniem co mi jest i czemu przepisuje określone leki mimo uporczywego dopytywania się o to - najwyraźniej cierpię na "nic takiego" i "wszystko w porządku", choroby zdecydowanie wymagające leżenia i farmakoterapii.

  2. justek88

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Cwaniak i prostak. Przyjmujac na NFZ zleca milion platnych badan, po czym na kolejnej wizycie nie pamieta ze jej zlecal - badania nie byly dolaczone do karty, a "specjalista" nie raczyl ich zapisac w karcie, wiec kaze robic je od nowa. Opryskliwy, traktuje pacjentki jakby byly glupie i niczego nie rozumialy. Raz stwierdza chorobe, po czym podczas nastepnych wizyt zastanawia sie czy to jest ta choroba czy nie. Szuka objaw na sile, jest opryskliwy i niemily. Nie polecam!!! Oczywiscie podwaza opinie wszystkich innych lekarzy, wiec najlepiej w ogole takowych nie przytaczac, gdyz uwaza siebie za jedynego ze sluszna racja. Wygorowane ego, chamskie traktowanie.
    Moja kolezanke z kolei probowal leczyc z powodu zbyt wysokiego cukru - ginekolog!!!
    BARDZO NIE POLECAM - juz nigdy tego "lekarza" nie odwiedze...

  3. kasska

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Pragnę ostrzec wszystkie osoby, aby po usłyszeniu diagnozy od Pana Egwuatu poszły potwierdzić ją do drugiego lekarza. Przez cały rok krytykował mnie, że nie usuwam macicy z powodu rzekomo wrastającego w nią mięśniaka. Niestety, diagnoza była błędna.
    Przy pierwszym kontakcie z nim jest oczywiste, że bardzo się ceni, wszystkie poprzedzające moją opinię o traktowaniu z góry muszę potwierdzić, chyba że jest w danym dniu w dobrym nastroju i okaże nam tę szczyptę życzliwości. Niemniej jednak informacja o drugim stopniu specjalizacji ginekologicznej i dwóch specjalizacjach (jest także endokrynologiem), jak również asertywny, autorytarny sposób zwracania się do pacjenta sprawiły, że nie wątpiłam w jego słowa. Wydaje się przejęty swoją pracą i są chwile, kiedy tę surowość można przyjąć za stanowczość.
    Przerażona perspektywą operacji, która jak mnie przekonywał, jest absolutnie konieczna, przez rok odwlekałam pójście do szpitala ze skierowaniami, które mi wystawiał. Po około roku od pierwszej wizyty zaczęłam nieustannie krwawić, na co usłyszałam, że tak już będzie zawsze, dopóki nie usunę macicy. Podczas kolejnego, przeprowadzonego w czerwcu USG, wpatrując się w ekran z dziwnym wyrazem twarzy nagle powiedział, że muszę iść na łyżeczkowanie, nie tłumacząc dlaczego nie straszy mnie już usunięciem macicy. Stwierdził, że w macicy są polipy. Na zadane później pytanie, czy jest w niej również ów mięśniak, z którego powodu jej usunięcie jest konieczne, odpowiedział ze spuszczoną głową coś w stylu "Pani ma tam dużo wszystkiego", w każdym razie był to jakiś wymijający ogólnik. Wtedy już zgadłam, że coś jest nie w porządku. Pierwszą konsultację w szpitalu wyznaczono mi na wrzesień. Krótkie badanie szpitalne potwierdziło, że w mojej macicy znajduje się polip, którego usunięcie to kwestia prostego zabiegu pod narkozą bez konieczności usuwania macicy. Lekarz szpitalny utwierdził mnie w przypuszczeniu, że wewnątrz macicy żadnych mięśniaków nie mam. Zabieg przeprowadzono w październiku 2016 roku, dopiero po przeszło roku od początkowej, błędnej diagnozy doktora. Od początku leczenia doktor Egwuatu zdążył przeprowadzić około 5-6 badań USG, przez cały czas uparcie twierdząc, że mam w macicy mięśniaka, który absolutnie wymaga jej usunięcia.
    Zaufałam mu i przez rok żyłam w przekonaniu, że mojej macicy nie da się uratować, odwlekając operację, rozważając powikłania pooperacyjne itp.
    Po zabiegu aspiracji jamy macicy przeprowadzonym bez znieczulenia (stwierdził, że mam się nie drzeć z bólu, bo mu przeszkadzam) wypuścił mnie bez recepty na środek antyseptyczny i zaleceń.
    Inna jeszcze sprawa. Czy ktoś go kiedyś widział, aby zjawił się w pracy na czas? Bo ja przez rok uczęszczania do przychodni nie uświadczyłam dnia, w którym zjawiłby się punktualnie. Pół godziny spóźnienia to norma.
    Na koniec jeszcze wspomnę o jednym. Ponad rok temu Egwuatu przepisał mi lek Bromergon, po którym będąc w nocy, w podróży za granicą, w rozpędzonym autokarze na autostradzie, traciłam przez kilka godzin przytomność, z momentami w których dosłownie urywał mi się film, po czym zwymiotowałam. Były to bardzo zagrażające mi okoliczności i początkowy okres przyjmowania leku. Rano, za pośrednictwem rodziny, usiłowałam nawiązać kontakt z lekarzem, aby móc cokolwiek ustalić. Ponieważ byłam na wycieczce zbiorowej z biura podróży, a rano lek był już poza moim organizmem (zwymiotowany), pilot nie zawracał sobie mną głowy. Wydałam dużo pieniędzy na telefony, ale okazało się, że Pan doktor nie udziela konsultacji uprzedniego bez umówienia się na wizytę. Informacja telefoniczna mogła mi bardzo pomóc, szkoda, że pozostała w sferze pobożnych życzeń.

  4. kasska

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Pragnę ostrzec wszystkie osoby, aby po usłyszeniu diagnozy od Pana Egwuatu poszły potwierdzić ją do drugiego lekarza. Przez cały rok krytykował mnie, że nie usuwam macicy z powodu rzekomo wrastającego w nią mięśniaka. Niestety, diagnoza była błędna.
    Przy pierwszym kontakcie z nim jest oczywiste, że bardzo się ceni, wszystkie poprzedzające moją opinię o traktowaniu z góry muszę potwierdzić, chyba że jest w danym dniu w dobrym nastroju i okaże nam tę szczyptę życzliwości. Niemniej jednak informacja o drugim stopniu specjalizacji ginekologicznej i dwóch specjalizacjach (jest także endokrynologiem), jak również asertywny, autorytarny sposób zwracania się do pacjenta sprawiły, że nie wątpiłam w jego słowa. Wydaje się przejęty swoją pracą i są chwile, kiedy tę surowość można przyjąć za stanowczość.
    Przerażona perspektywą operacji, która jak mnie przekonywał, jest absolutnie konieczna, przez rok odwlekałam pójście do szpitala ze skierowaniami, które mi wystawiał. Po około roku od pierwszej wizyty zaczęłam nieustannie krwawić, na co usłyszałam, że tak już będzie zawsze, dopóki nie usunę macicy. Podczas kolejnego, przeprowadzonego w czerwcu USG, wpatrując się w ekran z dziwnym wyrazem twarzy nagle powiedział, że muszę iść na łyżeczkowanie, nie tłumacząc dlaczego nie straszy mnie już usunięciem macicy. Stwierdził, że w macicy są polipy. Na zadane później pytanie, czy jest w niej również ów mięśniak, z którego powodu jej usunięcie jest konieczne, odpowiedział ze spuszczoną głową coś w stylu "Pani ma tam dużo wszystkiego", w każdym razie był to jakiś wymijający ogólnik. Wtedy już zgadłam, że coś jest nie w porządku. Pierwszą konsultację w szpitalu wyznaczono mi na wrzesień. Krótkie badanie szpitalne potwierdziło, że w mojej macicy znajduje się polip, którego usunięcie to kwestia prostego zabiegu pod narkozą bez konieczności usuwania macicy. Lekarz szpitalny utwierdził mnie w przypuszczeniu, że wewnątrz macicy żadnych mięśniaków nie mam. Zabieg przeprowadzono w październiku 2016 roku, dopiero po przeszło roku od początkowej, błędnej diagnozy doktora. Od początku leczenia doktor Egwuatu zdążył przeprowadzić około 5-6 badań USG, przez cały czas uparcie twierdząc, że mam w macicy mięśniaka, który absolutnie wymaga jej usunięcia.
    Zaufałam mu i przez rok żyłam w przekonaniu, że mojej macicy nie da się uratować, odwlekając operację, rozważając powikłania pooperacyjne itp.
    Po zabiegu aspiracji jamy macicy przeprowadzonym bez znieczulenia (stwierdził, że mam się nie drzeć z bólu, bo mu przeszkadzam) wypuścił mnie bez recepty na środek antyseptyczny i zaleceń.
    Inna jeszcze sprawa. Czy ktoś go kiedyś widział, aby zjawił się w pracy na czas? Bo ja przez rok uczęszczania do przychodni nie uświadczyłam dnia, w którym zjawiłby się punktualnie. Pół godziny spóźnienia to norma.
    Na koniec jeszcze wspomnę o jednym. Ponad rok temu Egwuatu przepisał mi lek Bromergon, po którym będąc w nocy, w podróży za granicą, w rozpędzonym autokarze na autostradzie, traciłam przez kilka godzin przytomność, z momentami w których dosłownie urywał mi się film, po czym zwymiotowałam. Były to bardzo zagrażające mi okoliczności i początkowy okres przyjmowania leku. Rano, za pośrednictwem rodziny, usiłowałam nawiązać kontakt z lekarzem, aby móc cokolwiek ustalić. Ponieważ byłam na wycieczce zbiorowej z biura podróży, a rano lek był już poza moim organizmem (zwymiotowany), pilot nie zawracał sobie mną głowy. Wydałam dużo pieniędzy na telefony, ale okazało się, że Pan doktor nie udziela konsultacji uprzedniego bez umówienia się na wizytę. Informacja telefoniczna mogła mi bardzo pomóc, szkoda, że pozostała w sferze pobożnych życzeń.