Beata Budyłowska

ginekolog

DOBRY

Popraw dane

O lekarzu

Jesteś tym lekarzem? Przejmij kontrolę nad profilem!

Gdzie przyjmuje

Zamknij

Statystyka opinii (6)

BARDZO DOBRY
67% 4 oceny (67%)
DOBRY
0% 0 ocen (0%)
NEUTRALNY
0% 0 ocen (0%)
SŁABY
0% 0 ocen (0%)
BARDZO SŁABY
33% 2 oceny (33%)
63.67

OPINIE O LEKARZU

DODAJ OPINIĘ

6 opinii

Twoja ocena: Bardzo słaba Słaba Neutralna Dobra Bardzo dobra

  • Uzasadnij swoją ocenę zgodnie z regulaminem. Adresy IP osób dodających opinie są logowane.

Odpowiadasz jako: Gość

  1. siostra siostra (Gość)

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    NIE POLECAM!!!

  2. ania ania (Gość)

    Ocena: Bardzo dobra Bardzo dobra

    pełen profesjinalizm

  3. tato tato (Gość)

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Jestem ojcem wcześniej wymienionego dziecka, którego przez bardzo wyraźne zaniedbanie i upartość pani Budyłowskiej prawie bym stracił.

    W skrócie ale z najważniejszymi danymi spróbuje opisać co się stało i czemu JA myślę ze pani Budyłowska powinna się lepiej przeszkolić na weterynarza. Bo moim zdaniem ona nie powinna mieć kontakt z kobietami.

    O czwartej godz mama była przyjęta do szpitala. Przebadała ją położna na izbę przyjęć.
    Skurcze wtedy były co 3 do 4 min ale rozwarcie tylko na jeden cm. To jest nasze pierwsze dziecko, mama ma 32 lata i dziecko według obliczeń na USG miało ważyć ponad 4 kg. więc można powiedzieć ze wcale nie małe. Około godz 6.30 odeszły mamie wody. Były one zielone i z wyraźnymi kawałkami smółki. Rozwarcie nie postępowało wcale. Pani ginekolog z nocnej zmiany mówiła mamie ze trzeba będzie przyspieszyć ten poród. Mama pytała czy chodziło o cieciu cesarskim i pani to potwierdziła ale tez powiedziała ze o tym będzie decydować następny lekarz bo ona kończy zmianę.
    Jak pani Budyłowska zaczęła zmianę zbadała mamę i stwierdziła tez brak postępu. Mamie zleciła zastrzyk co miał wzmocnić postęp rozwarcia.
    Jak około godz 9.30 pani Budyłowska dalej stwierdziła brak postępu to zdecydowała własnoręcznie zrobić rowacie. Jak zasadziła brutalnie i bez żadnego ostrzegania swoją rękę. To zrobiła to w takim dla mamy bolesnym sposobie ze krew z mamy wytrysła jak z hydranta. Jeszcze mamie mówiła ze to jest normalne.
    Po tej akcji było rozwarcie na 4cm i tak zostało do końca, nawet po drugim zastrzyku.

    Jak około godz 10.30 mama miała skurcze co 1,5 do 2 min poprosiła o coś przeciwbólowego.
    Pani lekarz jej zleciła paracetamol. To nawet nie pomaga przy bólu głowy ale niby miało złagodzić bóle przy porodzie... ciekawe.

    Miedzy czasu ja poczytałem na internecie o tych zielonych wodach i zacząłem się (później się okazało słusznie) martwic o bezpieczeństwo mojego dziecka.
    Przy bardzo mocnych skurczach z brakiem postępu porodu i przy w miarę dużym dziecku, dziecko może się zachłysnąć wodami płodowymi. Normalnie to jest jeszcze nie aż tak źle na tyle ze one są czyste. Bo jak są z smółką to ta smółka pozostanie w płucach i po porodzie dziecko się dosłownie dusi w własnym GÓW....

    Jak około godz 12.00 mama nalegała i prosiła pani doktor o ciecie cesarskie bo się obawiała o bezpieczeństwo dziecka, pani Budyłowska jej odpowiedziała: "Ja nie mam żadnych podstaw do ciecia" i odmówiła. "Jeszcze musimy zaczekać..." powiedziała mamie.
    Ja nie wiem na co ona czekała. Ale ludzie czasami mówią jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o K...!!!


    Około 13.15 moja córka przy bardzo długim i bolesnym skurczu straciła tętno (monitorowane na ktg) przez prawie 20 sec. Nikt nie reagował..... Potem tętno wróciło. Wpierw 225 i po chwili się normalizowało do 160.
    Jak to się stało drugi raz wyleciałem na korytarz zobaczyć czemu nikt nie reaguje.
    Tam za biurkiem siedziała pani i coś grzebała w papierach. Wyraźnie widziałem jak na monitorze na jeden z podziałów byłą plaska kreska. Dopiero jak jej zwróciłem uwagę to zerknęła na monitor i poszła do sali mamy.

    Po tym zdarzeniu dopiero szanowna pani doktor zdecydowała się na ciecie cesarskie i cały odział się jak by rozpędził bo nasze maleństwo się po mały kwadrans już urodziło. I wtedy nasz koszmar się zaczął.
    5 a później 6 na skali apgar. Od razu intubowana i podłączona do respiratora bo nie była zdolna sama oddychać.
    Później trafiła na OIOM w wojewódzkim szpitalu z ciężkim zespołem MAS.

    Ja nie jestem lekarzem ale jak ja po 15 min czytana na necie o tych zielonych wodach płodowych się dowiedziałem jakie ryzyko dla naszego dziecka groziło, to taka wyszkolona pani doktor o tym na pewno musiała wiedzieć. I mimo to od początku jej zmiany do godz 13.20 czekała na nie wiadomo co... Narażając nasze dziecko nawet na śmierć.
    Może tymczasowo zapomniała o przysiędze Hipokratesa...

    Bo ja nawet nie chce o tym myśleć jak to by mogło się skończyć jak ja bym nie był przy mamie na sali i sam nie monitorował tętno dziecka...

  4. Anuszka Anuszka (Gość)

    Ocena: Bardzo dobra Bardzo dobra

    czlowieku pier.....jak gęś bez łeba.nie masz pojecia a pierdzielisz i bluzgasz dobrego lekarza najlepszego ze tak powiem o! ale coz zawsze jakis debil sie znajdzie.. szkoda slow nie rodziles wiec nie wiesz jak to boli co ja miala w lep lopata walnac i ogaluszyc zeby nie bolalo? chciala przeciwbolowe to dostala nastepnym razem twoja mama bedzie wiedziala ze musi bol wytrzymac i tyle

  5. Ania Ania (Gość)

    Ocena: Bardzo dobra Bardzo dobra

    mano mano..LEKARZ WIE CO ROBI A TY CZYTAJAC NA FORACH NAPEWNO NIE BEDZIESZ MĄDRZEJSZY OD P.DR.BUDYLOWSKIEJ,MOZNA POWIEDZIEC ZE URATOWALA PANA DZIECKO I ZONE,A TYŚ CZLOWIECZKU TAK PASKUDNIE OPISAL PANIA DOKTOR

  6. gość gość (Gość)

    Ocena: Bardzo dobra Bardzo dobra

    Profesjonalnie przeprowadzone badanie + miła atmosfera i zero stresu i niedogodności.