Henryk Hryniewicz

ginekolog

BARDZO SŁABY

Popraw dane

O lekarzu

Jesteś tym lekarzem? Przejmij kontrolę nad profilem!

Gdzie przyjmuje

Zamknij

Statystyka opinii (2)

BARDZO DOBRY
0% 0 ocen (0%)
DOBRY
0% 0 ocen (0%)
NEUTRALNY
0% 0 ocen (0%)
SŁABY
0% 0 ocen (0%)
BARDZO SŁABY
100% 2 oceny (100%)
21

OPINIE O LEKARZU

DODAJ OPINIĘ

2 opinie

Twoja ocena: Bardzo słaba Słaba Neutralna Dobra Bardzo dobra

  • Uzasadnij swoją ocenę zgodnie z regulaminem. Adresy IP osób dodających opinie są logowane.

Odpowiadasz jako: Gość

  1. kamila kamila (Gość)

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Wszystko zaczęło się od tego, że miałam mieć cesarke, jednak lekarz stwierdził, żeby najpierw spróbować naturalnie. Ja nie chciałam rodzić naturalnie wiedząc, że maluszek ułożony nieprawidłowo ( pośladkowo) i że jest dość duży ( szacowali wagę miedzy 3670g a 3800g). Regularne skurcze zaczęły się o 5 rano, o godzinie 9 podpięli mi kroplówkę z oksytocyną (nie pytając mnie nawet czy się zgadzam) i kazali przejść na porodówkę. Zadzwoniłam po męża żeby przyjechał, że się już zaczęło. Mąż w te pędy przyjechał do mnie. Położna na porodówce zbadała mnie i stwierdziła że mały idzie prawdopodobnie stopami, zawołała lekarza-ten też mnie zbadał i kazał czekać aż odejdą wody. Skurcze były coraz mocniejsze ja wielokrotnie błagałam, żeby w końcu zrobili cesarkę- ale nie- usłyszałam że 90% kobiet prosi o cesarkę a rodzi normalnie. No dobrze może i tak jest ale w 99% te kobiety rodzą dzieci które są prawidłowo ułożone. Mąż dzielnie mnie wspierał i dodawał otuchy. Wody mi odeszły dopiero przy skurczach partych mimo że nie było jeszcze pełnego rozwarcia. I wtedy nastała panika na porodówce. Przyleciała położna sprawdzić jak dziecko ułożone, okazało się że stopa już wypadła do kanału rodnego przy odejściu wód płodowych, więc w pośpiechu dzwoniła po lekarza, w między czasie druga przyszykowała mój brzuch do cięcia. Jednak lekarz zawzięcie nie chciał wykonać tego cięcia, ponownie błagałam o to cięcie, gdyż bałam się aby nie zrobili krzywdy dziecku. Na porodówkę zbiegła się cała "świta lekarzy", chyba wszyscy ginekolodzy jacy byli w szpitalu, doskonale widzieli jak się męczę, że skurcze są już parte ale nie mają odpowiedniej siły aby urodzić dziecko. Lekarz tylko wstrzykiwał coraz więcej oksytocyny ale bez rezultatu. Tylko wrzeszczał na mnie żebym mocniej parła. Naciął mi krocze nic nie mówiąc i kazał jeszcze mocniej przeć. Maluszek się zaklinował, a u mnie skurcze kompletnie ustały. Słyszałam od lekarza tylko przyj i przyj. Ale jak tu przeć jak skurczy nie ma? Starałam się jak mogłam. Malutki powoli przechodził przez kanał rodny, do czasu..... Dziecko zarzuciło rączkę do góry. Lekarz niewiele myśląc po prostu złamał mu u lewej ręki kość ramieniową wyciągając dziecko (mąż usłyszał trzask kości). O 11:45 urodził się nasz kochany syn Mikołaj Jan. Niestety nie było tak pięknie jak chcielibyśmy. Mąż nie mógł przeciąć pępowiny. Mikołaj się urodził, ale.... no właśnie było ale. Zobaczyłam dziecko zupełnie sine, nie ruszające się, nie słyszałam krzyku. Zapytałam dlaczego on nie płacze, powiedzieli mi że zaraz będzie płakał. Męża wyprosili. Malutki nadal nie wydał żadnego dźwięku. tylko słyszałam zamieszanie wśród lekarzy i przepychanki, jeden drugiego pospieszał. Reanimowali mojego syna. W końcu usłyszałam płacz dziecka- co za ulga pomyślałam. Hryniewicz powiedział, że dziecko ma pękniętą kość, że to nie jest złamanie bo u noworodków kości się nie łamią. Dali mi małego na kilka sekund po czym go zabrali. Zrobili prześwietlenie, Przyszedł do mnie pediatra i powiedział, że kość nie jest pęknięta, że jest złamana. Mikołaj urodził się w cięzkiej zamartwicy, dostał tylko 1 pkt w skali APGAR. Maiał złamaną rączkę. Miajł ją usztywnioną i przybandażowaną do siebie przez 3 tygodnie. Mikołaja dostałam do siebie dopiero wieczorem. wcześniej leżał w inkubatorze, dogrzewali go i podawali tlen. 24 stycznia był u nas pediatra, ponieważ położna go poprosiła, żeby przyszedł wcześniej bo Mikołaj nie ruszał prawą rączką (rączka wisiała bezwładnie). Lekarz zbadał małego i powiedział że poza złamaniem lewej ręki dziecko miało złamany prawy obojczyk i obrzęknięty prawy splot barkowy. Na szczęście Malutki od przedwczoraj zaczyna ruszać prawą rączką. Jak bym mogła to bym zabiła tego konowała przez którego moje dziecko tak się wycierpiało i nadal cierpi. Dla mnie i dla męża to był horror.... Dziecko wymaga rehabilitacji. Jak długo? nie wiemy.

  2. Magdalena76

    Ocena: Bardzo słaba Bardzo słaba

    Stanowczo nie polecam dr Henryka Hryniewicz. Pierwszy kontakt rozczarował mnie ogromnie. Jestem w 27 tyg ciąży 13 listopada udalam sie do doktora prywatnie na usg 3d/4d taki przynajmniej miałam zamiar. Zarówno informacja udzielona mi tel jak i sam lekarz zapewnial mnie iż dysponuje nowoczesnym usg 3d/4d w cenie 100 zł co okazało sie przy wizycie jawnym oszustwem. Usg w gabinecie doktora nalezy do zwykłych 2d natomiast opłata która pobiera jest zdecydowanie nieodpowiednia wygórowana do jakości oferowanej usługi. Podczas wizyty dowiedziałam sie w sposób bardzo niedelikatny i nieprofesjonalny ze mam nadzerke i pewnie nic o tym nie wiem. Podczasbadania usg nie usłyszałam bicia serca (z powody wyłączonego dźwięku)nie dostałam rowniez żadnego zdjęcia płodu, a nie wspomne o dvd ktore takowe 2d usg nie posiada mozliwosci nagrania. Na poczatku zapewniano mnie ze płód rozwija sie prawidłowo po czym po kilku minutach lekarz zmienił zdanie i stwierdził ze powinnam zrobic sobie badanie chromosomów za jedyne 2400zl bo nigdy nic nie wiadomo a juz tym bardziej w moim wieku 38 lat. Pomimo zapewnień mojego prowadzącego lekarza na temat naturalnego porodu ze nie ma żadnych przeciwwskazań bo jestem zdrowa i fit , innego zdania był natomiast dr Hryniewicz który namawiał mnie na cesarkę za oczywiscie "drobna" opłata. Na koniec podliczono mnie 300zl zamiast 100 zl. Jesli chcesz uniknąć rozczarowania radzę unikać dr H. Hryniewicz. Zwykly naciagacz, brak jakichkolwiek morale, skrupulow. Wstyd